Chciałbym zwrócić uwagę na niezwykle interesujący temat jakim niewątpliwie jest sprawa tego, co zaobserwował biblijny prorok Ezechiel. W innym artykule wspominałem już o tej sprawie, ale wydaje mi się ona na tyle interesująca, że warto jej poświęcić osobny artykuł.
Tak więc, co można przeczytać w Księdze Ezechiela i dlaczego akurat nią się tutaj zająłem? Otóż dlatego, że Biblia jest nam bliższa, niż np. Wedy, czy inne święte księgi, a powód tego jest chyba oczywisty. Tak więc, gdyby dla kogoś podawane fakty wydawały się zbyt niesamowite, to zawsze może sięgnąć po Biblię (w najgorszym wypadku pożyczyć) i bez problemu je zweryfikować. O wydanie np. Wedów czy Koranu byłoby chyba trochę trudniej.
Oczywiście nie ja na to wszystko wpadłem - informacje zaczerpnąłem m.in. z książki J. F. Blumricha, oraz oczywiście z lektury samej Biblii. Ktoś zapyta dlaczego tak się jej uczepiłem, pierwszy powód podałem wyżej (dostępność), a po drugie uważam, że jest ona niewyczerpanym źródłem materiałów dla ludziinteresującychsię Paleoastronautyką. Dla niezorientowanych i tych którzy przez przypadek czytają ten artykuł dodam, że niniejszy artykuł nie ma nic wspólnego z religijną czy tez teologiczną analizą Biblii - wręcz przeciwnie - będzie on jak najbardziej techniczny. A więc przejdźmy do konkretów.
I teraz tutaj mam dylemat: Czy zamieścić fragment biblijnego opisu? Jeśli to zrobię, to część z was, zapewne się od razu znudzi. Jeśli nie zamieszczę, to będzie można powiedzieć, że wszystko wyssałem z palca. Tak więc kto chce, niech czyta, a kto chce, może ten fragment opuścić (jak go zainteresuje, to może do niego wrócić).
"Działo się to roku trzydziestego, dnia piątego czwartego miesiąca, gdy
znajdowałem się wśród zesłańców nad rzeką Kebar. Otworzyły się niebiosa i
doświadczyłem widzenia Bożego. Piątego dnia miesiąca - rok to był piąty od
uprowadzenia do niewoli króla Jojakina - Pan skierował słowo do kapłana
Ezechiela, syna Buziego, w ziemi Chaldejczyków nad rzeką Kebar; była tam
nad nim ręka Pańska. Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy,
wielki obłok i ogień płonący (oraz blask dookoła niego) , a z jego środka
[promieniowało coś] jakby połysk stopu złota ze srebrem, (ze środka ognia).
Pośrodku było coś, co było podobne do istot żyjących. Oto ich wygląd:
miały one postać człowieka. Każda z nich miała po cztery twarze i po
cztery skrzydła. Nogi ich były proste podobne do stop cielca; lśniły jak
brąz czysto wygładzony. Miały one pod skrzydłami ręce ludzkie po swych
czterech bokach. Oblicza (i skrzydła) owych czterech istot - skrzydła ich
mianowicie przylegały wzajemnie do siebie - nie odwracały się, gdy one
szły; każda szła prosto przed siebie. Oblicza ich miały taki wygląd:
każda z czterech istot miała z prawej strony oblicze człowieka i oblicze
lwa, z lewej zas strony każda z czterech istot miała oblicze wołu i oblicze
orła, (oblicza ich) i skrzydła były rozwinięte ku górze; dwa przylegały
wzajemnie do siebie, a dwa okrywały ich tułowie.
Każda posuwała się prosto przed siebie, szły tam, dokąd je duch
prowadził; idąc nie odwracały się. W środku między tymi tymi istotami
żyjącymi pojawiły się jakby żarzące się w ogniu węgle, podobne do pochodni,
poruszające się pomiędzy owymi istotami żyjącymi. Ogień rzucał jasny blask
i z ognia wychodziły błyskawice.
Istoty żyjące biegały tam i z powrotem jak gdyby błyskawice.
Przypatrywałem się tym istotom żyjącym, a oto przy każdej z tych czterech
istot żyjących znajdowało się na ziemi jedno koło. Wygląd tych kół (i ich
wykonanie) odznaczały się połyskiem tarsziszu, a wszystkie cztery miały ten
sam wygląd i wydawało się, jakby były wykonane tak, że jedno koło było w
drugim.
Mogły chodzić w czterech kierunkach; gdy zas szły, nie odwracały się
idąc. Obręcz ich była ogromna; przypatrywałem się im i oto: obręcz u tych
wszystkich czterech była pełna oczu wokoło. A gdy te istoty żyjące się
posuwały, także koła posuwały się razem z nimi, gdy zaś istoty podnosiły
się z ziemi, podnosiły się również i koła. Dokądkolwiek poruszał je duch,
tam szły także i koła; równocześnie podnosiły się z nimi, ponieważ duch
życia znajdował się w kołach. Gdy się poruszały [te istoty], ruszały się i
koła, a gdy przestawały, również i koła się zatrzymywały: gdy one
podnosiły się z ziemi, koła podnosiły się również, ponieważ duch życia
znajdował się w kołach. Na d głowami tych istot było coś jakby sklepienie
niebieskie, jakby kryształ lśniący rozpostarty ponad ich głowami, ku górze.
Pod sklepieniem skrzydła ich były wzniesione, jedno obok drugiego; każde
miało ich po dwa, którymi pokrywały swoje tułowie. Gdy szły, słyszałem
poszum ich skrzydeł jak szum wielu wód, jak głos Wszechmogącego, odgłos
ogłuszający jak zgiełk obozu żołnierskiego; natomiast gdy stały, skrzydła
miały opuszczone. Na sklepieniem, które było nad ich głowami, było coś, co
miało wygląd szafiru, a miało kształt tronu, a na nim jakby zarys postaci
człowieka.
Następnie widziałem coś jakby połysk złota ze srebrem, (który wyglądał
jak ogień wokół niego). Ku górze od tego, co wyglądało jak biodra, i w dół
od tego, co wyglądało jak biodra, widziałem coś, co wyglądało jak ogień, a
wokół niego promieniował blask. Jak pojawienie się tęczy na obłokach w
dzień deszczowy, tak przedstawiał się ów blask dookoła. Taki był widok
tego, co było podobne do chwały pańskiej. Oglądałem ją. Następnie upadłem
na twarz i usłyszałem głos mówiącego"
Już? Przeczytaliście? Ochłonęliście? No to przeczytajcie to sobie jeszcze raz i jedziemy dalej!
Co można zauważyć od razu i co zaraz rzuca się w oczy? Chyba to, że Ezechiel chce być bardzo dokładny i szczegółowy, a już na pewno nie fantazjuje. Podaje dokładną datę, popiera je również wydarzeniami. Podaje dokładne miejsce zdarzenia - chce jak najwierniej przedstawić to, co dane mu było zobaczyć. Pierwsze co Ezechiel zauważa do wzmagający się powiew wiatru i coraz głośniejszy chałas. Patrzy w niebo i widzi ogień dobywający się z silnika (ów) rakietowych, logiczny jest również towarzyszący temu chałas. Widzi cztery wydłużone, nieokreślone kształty - poruszają się, więc dla niego są to istoty żywe, płaty wirników bierze za skrzydła istot. Kół natomiast chyba nie trzeba wyjaśniać.
Należy pamiętać, że Ezechiel nie interpretuje tego co widzi - po prostu nie jest w stanie tego zrobić. Może tylko obserwować i porównywać to co widzi, do czegoś co jest mu znane. Od razu rzuca się w oczy, to że obiekt jest lśniący, "wypolerowany" - Ezechiel używa tu określeń stop srebra ze złotem, "brąz czysto wygładzony" - możemy więc wnioskować, że powierzchnia obiektu była gładka, prawdopodobnie wykonana z metalu.
Oto, jak zdarzenie można opisać ze strony technicznej (wg. Blumricha)
"Statek kosmiczny rozpoczynał swój lot na Ziemię po odłączeniu się od
statku macierzystego na wysokości prawdopodobnie około 400 kilometrów.
Podczas lotu przez atmosferę jego prędkość ulegała zmniejszeniu, na skutek
oporu aerodynamicznego, aż do ewentualnego, przy niskiej już prędkości,
krótkiego odpalenia silnika rakietowego, co zmniejszało jego prędkość na
tyle, by statek mógł wykorzystać wirniki helikopterów w ostatniej fazie
lądowania. Ta faza lotu została opisana przez Ezechiela.
Następnie prorok obserwuje statek, jak unosi się kilka metrów nad ziemią
w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do lądowania. Na krótko uruchamiane
rakiety sterujące, następujące w nieregularnej sekwencji, interpretowane są
przez Ezechiela jako rozbłyski światła w przestrzeni oddzielającej żywe
istoty. Odwraca to jego uwagę od fascynujących istot na obszar pomiędzy
nimi i tak dostrzega radiator reaktora"
Podczas ostaniej fazy lądowania pojawiają się koła - wcześniej były ukryte. Jednak prorok zauważa w tych kołach coś niezwykłego: mogą poruszać się we wszystkich kierunkach, bez odwracania! Jeśli dla kogoś to wydaje się niedorzecznością, to informuję, że rzeczone "koła" zostały opracowane i opatentowane przez tego właśnie pana Blumricha.
Idźmy jednak dalej: Ezechiel spogląda w górę i widzi mężczyznę siedzącego na tronie - oczywiście pilota pojazdu.
Określenie chwała pańska jest dla Ezechiela określeniem czegoś jak najbardziej realnego, nie ma tu mowy o czymś abstrakcyjnym. Popatrzmy bowiem na słowa: "Wstałem więc i poszedłem na równinę, a oto tam była chwała Pańska, taka jak chwała, którą widziałem nad rzeką Kebar". czy nie odnosicie wrażenia, że nie mówi on o jakimś zjawisku, lecz o czymś jak najbardziej materialnym, tylko z braku lepszego określenia nazywa to chwałą pańską? Podobną "chwałę pańską" obserwuje prorok również w swiątyni: "Oto chwała Boga izraelskiego, tak sama, jaką widziałem na równinie."
Zaskakujące również okazuje się przeznaczenie świątyni "na wysokiej górze", do której został przewieziony (!) Ezechiel. Do świątyni "wjeżdża?", wkracza "chwała pańska", a następnie grupa mężczyzn dokonuje na niej jakichś operacji:
"...A gdy owemu mężowi, odzianemu w lnianą szatę, dał taki rozkaz: Ťweź ognia spomiędzy kół, spomiędzy cherubów!ť, on tam poszedł i stanął obok koła. Wówczas jeden z cherubów wyciągnął rękę w kierunku ognia , znajdującego się między cherubami, a wziąwszy, położył na ręce człowieka, ubranego w lnianą szatę. ten wziął go i wyszedł. Pod skrzydłami cherubów pojawiło się coś na kształt ręki ludzkiej..."
Niewątpliwie dokonuje się tutaj jakaś czynność techniczna. Może naprawa? Trzeba również zauwazyć, ze istoty, które obserwuje prorok, to nie Bóg, to nie aniołowie, to jacyś ludzie. Również operacje przy reaktorze (silniku?) dokonują się prz użyciu jakichś urządzeń technicznych "coś na kształt ręki ludzkiej" cała operacja przebiega wielką precyzją i organizacją - dowódca wydaje rozkazy, poleca podwładnym zająć odpowiednie stanowiska.
Chwała pańska również startuje:
"A chwała Pańska odeszła od progu świątyni i zatrzymała się nad cherubami. Cheruby rozwinęły skrzydła, i uchodząc uniosły się z ziemi na moich oczach, a koła z nimi."
Znajdujemy również fragment, w którym Ezechiel w towarzystwie pewnego mężczyzny, dokonuje pomiarów swiątyni. Czynią to bardzo skrupulatnie, co pozwoliło dzisiaj odtworzyć na podstawie opisu wygląd swiątyni. Oto próbka opisu:
"...miała ona (brama), jak również jej przedsionek okna wokoło, w równej liczbie co poprzednie: pięćdziesiąt łokci wynosiła długość i dwadzieścia szerokość. Dojście do niej było po siedmiu stopniach..." Tak więc opis jest z najmnejszymi szczegółami...
Do tej świątyni również wkracza "chwała pańska":
"I oto chwała Boga Izraela przyszła od wschodu, a głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia jaśniała od Jego chwały. Było to widzenie równe temu, które ogladałem nad rzeką Kebar."
Nie jest to bez znaczenia, gdyż rekonstrukcja (według podanych wymiarów) tej świątyni wykazała, że była ona raczej stację naprawczą - przystosowaną mniej więcej dla pojazdu widzianego przez Ezechiela.
Może się wydawać, że jest to wyssane z palca. Tak jednak nie jest. Pan J. F. Blumrich, zresztą były kierownik zespołubadań konstrukcyjnych NASA, a więc nie byle kto! Tak więc na podstawie opisu Ezechiela udało mu się zrekonstuować, pojazd widziany przez tego proroka. Nie był to jakiś tam przybliżony opis, ale rekonstrukcja na miarę inżyniera NASA. Zawierała ona prawdopdobne wymiary pojazdu, zasadę działania, obsługi, jego parametry itp. Oto jak to wygląda:
Statek składał się z trzech układów: głównego korpusu, czterech helikopterów, podpierających główny korpus, kapsuły dla załogi, umieszczonej na szczycie głównego korpusu. Kształt korpusu jest taki, aby osiągnąć maksymalny opór przy lądowaniu - redukcja prędkości, oraz minimalny opór przy wznoszeniu. Dlatego korpus ma kształt przypominający tzw bąka. cztery helikoptery służą do lotów w atmosferze, oraz silnik rakietowy. trudno tutaj się zagłębiać w szczegóły działania pojazdu, zwłaszcza bez szczegółowej dokumentacji rysunkowej. Niemniej jednak zaprojektowany statek okazał się bardzo funkcjonalny. Zastosowano w nim wiele wynalazków zaczerpniętych wprost z...Biblii, chociażby to koło w kole! (A swoją drogą to ciekawe komu przysługują prawa autorskie: Blumrichowi czy kosmitom?). Teoretycznie opisany pojazd mógłby być zbudowany już dziś! Jedyną przeszkodą jest tylko sprawność dzisiejszych silników rakietowych.
Projekt Blumrich opracował w najdrobniejszych szczegółach - np. kwestię składania płatów wirników, chłodzenia, objętość potrzebnego paliwa przy założonych wymiarach statku, powierzchni płatów wirników, osłony przeciwradiacyjnej, podwozia. Opracował przypuszczalne parametry i osiągi takiego pojazdu!
Oczywiście pojazdy budowane na tej zasadzie, mogły mieć różne wymiary, jednak można pokusić się o przypuszczalne parametry pojazdu, który widział, i którym niejednokrotnie przewożony był Ezechiel:
| Impuls właściwy | 2080 s |
| Ciężar | 63300 kg |
| Paliwo na drogę powrotną | 37600 kg |
| Średnica wirnika głównego | 18 m |
| Moc silnika wirnika głównego | 70000 KM |
| Średnica korpusu głównego | 18 m |
Czy więc wszystko, co widział Ezechiel, nadal mamy traktować tylko jako wizje, przywidzenia, czy też kto wie co jeszcze? Czy to, co opracował inż Blumrich było tylko przypadkowe? Niestety, ale jak dla mnie, za dużo tutaj by było tego przypadku. Przypadek jest tutaj po prostu NIEPRAWDOPODOBNY!
Zdaję sobie sprawę, że dużą część tego artykułu stanowią cytaty, ale sami przyznacie, że fakty wiele więcej mówią, niż najbarwniejsze nawet opisy.
Na koniec parę słów o autorze tego niesamowitego projektu lądownika:
Josef F. Blumrich był kierownikiem komórki NASA zajmującej się aerodynamiką pojazdów kosmicznych. Przyjechał do USA w roku 1959 i od tej pory pracował w dziale konstrukcji pojazdów kosmicznych. Jest właścicielem wielu patentów, był współkonstruktorem rakiety Saturn V. w 1972 roku otrzymał wyróżnienie NASA za wybitne osiągnięcia.
Tak więc Blumrich cały czas porusza się po "swoim terenie", który zna najlepiej. Nie można mu zarzucić, tak jak Danikenowi, że zajmuje się tym, na czym się nie zna (z całym szacunkiem dla von Danikena). Jako, że przez cały okres swoje pracy zajmował się Blumrich pracą przy projektowaniu statków kosmicznych. Nie wiem jak dla was, ale Księga proroka Ezechiela, oraz dokonania p. Blumricha są dla mnie wiarygodniejszym dowodem istnienia obcych cywilizacji, niż niektóre dzisiejsze opisy bliskich spotkań.
![]() |
|